Trójród
TRÓJRÓD to tryptyk trzech obrazów: „gniazdo”, „ustanowienie” i „sąd ostateczny”
Zaczęłam malowanie od Procesu Kobiety, „Pierwszej Procesowanej”, która czuła się bez korzeni. Weszłam w ten proces głęboko, pierwsze dotknięcie płótna było jak dotyk paralizatora wprost w serce. Zadrżało moje ciało, a Dusza rozmiękła się w łzach.Zobaczyłam tysiące obrazów, które z rozrzuconych na wietrze poukładały się i ułożyły we mnie. Już w tej chwili wiedziałam, że to będzie więcej niż jeden obraz.
Przez jakiś czas byłam tylko prowadzącą proces „Architektem Procesu”, by po czasie dodatkowo stać się jedną z trzech bohaterek.Tryptyk ten jest jak opowieść o przenikaniu ponad czasem i przestrzenią trzech nitek rodowych. Plątały się między sobą i wygładzały. W tym życiu widzimy się pierwszy raz, znamy się krótko 3-4 lata. Przez długi czas nie znałyśmy imion swoich najbliższych. Ale ilekroć patrzyłyśmy sobie w oczy wiedziałyśmy, że znamy się od zawsze.
Obrazy wprowadziły harmonię między nami.
Zrozumienie bez słów.
Gniazdo
Opowieść kobiety, Pierwsza Procesowana
Poprosiłam o proces „gniazdo” ponieważ od zawsze czułam potrzebę przynależenia.
Byłam jak nomad bez ojczyzny, nigdzie nie byłam u siebie, wszędzie byłam tymczasowo, w oczekiwaniu na znak aby ruszyć dalej. Moja rodzina wydawała mi się obca a ja doklejona – bez możliwości dopasowania się do całości.
Chciałam aby ten proces zakotwiczył mnie i wpasował moje duplo w lego rodziców i rodzeństwa. Poczuć ciągłość mojego rodu. Ale proces przyniósł połączenie zupełnie inne, niż to jakiego antycypowałam.
Zatoczył krąg, dając połączenie w trójrodzie.
Nie do opisania sekwencją nukleotydów, wychodzące poza liniowy czas i trójwymiarową przestrzeń. Nie dał wszystkich odpowiedzi ale dał pewność przynależenia w mocy, bycia osobną i niepowtarzalną.
Przynależność głębszą niż rodzice i dziadkowie bo sięgającą niezliczonych pokoleń wstecz. Obrazy krzywd i zbrodni zadany mi i przeze mnie zadawanych, dały nie tyle smutek co odpowiedz na przyczynę emocji do tej pory nieracjonalnych z punktu widzenia mojego dotychczasowego życia.
Ten proces oczyścił stratę i dał wolność i przynależność w Rodzie Dusz.
SŁOWA „Architekta Procesu”:
W ciszy tego procesu znalazłam ukojenie dla rozumu ciągle poszukującego logicznego wytłumaczenia ostatnich dni.
Pozwoliłam sobie położyć się w energii i przepłynąć między obrazami. Może właśnie dlatego moje ciało przeszło przez ten sztorm energetyczno-informacyjny bez większego uszczerbku. A powiedziała bym, wręcz łagodnie w porównaniu z obiema kobietami.
Dwa tygodnie trzech procesów, które właściwie były jednym procesem.
Zaczęło się niewinnie od pracy z Terapią PURE ART w temacie gniazda którą prowadziłam z Elizą.
Kolejne warstwy, które wymalowywałam na obrazie obnażały to, co w tym rodzie było do ukazania i uzdrowienia.Na Światło wyszły związki z „teraz”, praca z ciałem, ze wstępnymi i zstępnymi (rodzicami i dziećmi), poczucie odrzucenia jako aspektu niszczącego Gniazdo. Usuwałam, czyściłam, wzmacniałam Podopieczną, by ona normalnie funkcjonowała w swoim życiu.
Juuuż wydawało mi się, że terapia się dopełnia, kiedy na obrazie pojawiły się ciała martwych dzieci.
W kolejnej odsłonie ukazały się ciała spalonych ciał dorosłych osób. Wypłynęły winy i kary za nie, które choć dokonane wieki temu , do dziś wpływały na ród. Kobiety wybierające mężczyzn bez miłości, zamroziły miłość, a to skutkowało tzw. suczyzmem i egocentryzmem.
Kolejne tematy oczyszczone.
Prowadząc tą duszę obserwowałam ją uważnie, a to pozwoliło mi zauważyć także u mnie konkretne reakcje ciała, zmienioną wibrację energii i dotykanie miękkich punktów w ciele. Zawsze współodczuwam, ale to było znacznie więcej!
To był taniec energii wokół siebie.
Obrazy pojawiające się w terapii mojej Podopiecznej były też moimi obrazami oglądanymi z innego kąta zaangażowania. Bywało, że jej energia była agresorem, a moja ofiarą, bywało odwrotnie, bywało że obie byłyśmy oddawane w hołdzie obrzędu.
Zapisy z pamięci wspólnej były wyraźne, przenikające i zadziwiały mnie.
Na tym etapie pojawiła się energia trzecia. Druga Procesowana była od dawna w tym życiu w relacji z moją Podopieczną. To tzw. przyjaźń od zawsze i na zawsze – porozumienie bez słów. Okazało się, że i ona odbierała ogromnie silnie wibracje tego procesu – ciało rezonowało a jaźń pędziła niczym dzikie konie.
ustanowienie
Nasze rody krzywdami splątane od wielu wieków. Jęk krzywd i swąd spalonych ciał to historia. Wszechświat dał nam cud spotkania po wiekach, by uwolnić i iść dalej.
Kiedyś nasze rody zabierały sobie….
Dziś mogą sobie dać.
Trzy kobiety, trzy istnienia, jeden Ród.
Obserwowałam Procesującą i Procesowaną. Architekta procesu i Głównego Aktora.
W ciszy. W dystansie. Obserwowałam pracę nad gniazdem. Nie potrafię określić momentu kiedy w uświadomiony sposób poczułam ich emocje, ich lęki, ich traumy, ich wzniesienia i opadania.
Pewnego dnia zobaczyłam pierwszą warstwę obrazu. Zrobiłam wgląd.
Ten odczyt dotyczy Ciebie czy mnie – zapytał Architekt procesu.
…Ciebie i mnie? Mnie i Ciebie?
Nie czuje granicy.
Gniazdo jest wspólne.
Ten moment kiedy dociera do Ciebie świadomość, że człowiek którego spotkałaś na swojej drodze, a raczej jego Dusza, zna twoją Duszę od wielu wieków. Czujesz w ustach smak gorzkich i słodkich wspólnych doświadczeń. Doświadczeń bycia ofiarą i oprawcą. Trudno określić, które z nich jest trudniejsze.
Przychodziły lęki i gniewy. Łzy i radość wnosząca. Dzisiejsze czy zaprzeszłe?
Nie wiem nie znam tego uczucia, które pojawiło się we mnie z żadnego innego dotychczasowego doświadczenia. Rozwiązywanie węzłów przeszłości to główny cel procesu Trójrodu. Rozwiązane supły uruchamiały uzdrawianie ciała i zmiany w energetyce. Proces stabilizacji wymagał ode mnie dużo zaufania.
Tak, bywały momenty panicznego lęku, euforii, ekstremalnego osłabienia ciała oraz rozjazdu świadomości i nieświadomości. Trudno było być w tu i teraz. Zrobić zakupy czy zjeść jajko. W żaden sposób nie mogę powiedzieć czy byłam gotowa na to zadanie. W żadnej mierze nie miałam pojęcia co się zadzieje.
Początek i koniec
Winy – przewinienia – Prośby o wybaczenie
Umieranie – zmartwychwstanie – Dusz pożegnanie
Wybaczenie – Rozgrzeszenie
Od korzeni odcięcie – Ustanowienie
Świata prucie – Świata tkanie
Ran zabliźnienie – Przepływ – Harmonia
Dawanie i branie
Odbudowane to co zrujnowane. Co się miało zadziać, dokonało się. Podróż przez wcielenia. Wszechświaty złożone w jedno. Kamień pamięci na miejscu bezeceństw ognia. Wczoraj przyjęło Dziś. Dziś ustanowiło Wczoraj.
Dziś z wiedzą skąd jestem, wspierana przez Wczoraj, idę w zgodzie z sobą realizować swoje zadania….
Sąd ostateczny
Mój obraz był domknięciem całej drogi mojej Duszy.
Tak, jestem gotowa stanąć przed Sądem Ostatecznym.
Doświadczyłam tak wiele będąc ofiarą i oprawcą, katem i wyzwolicielem. Moje ścieżki splotły się z tyloma istotami. Dotyk moich rąk zabierał życie i uzdrawiał.
Sadziłam drzewa i je ścinałam. Budowałam i burzyłam.
Wgląd w czas był dla mnie bolesny ale uświadomił mi, że wiele żyć już za mną i jak jest mi wyrokowane, to życie jest mi ostatnim.
Jestem gotowa stanąć przed SĄDEM OSTATECZNYM.
Czym dla mnie jest sąd ostateczny? Chwilą ulgi.
Cokolwiek ma się stać, właśnie się dzieje – jak żyłam, takie poniosę konsekwencje. Przyjmę je ze spokojem i w miłości.
Czy boję się – już nie. Ale czuję w sobie, że bywały takie osądy, kiedy się bałam.
Co będzie dalej?
Brak mi pewności, ale czuję, że niebawem z osądzanej stanę się obserwatorem osądów. Tak i teraz się dzieje w moim życiu – patrzę, widzę, zapalam światło, ale mogę tylko obserwować.
Co kto wybierze to jego – czy drogę na szczyt, czy upadek po równi pochyłej.
Pierwszy „gniazdo” : narodzony i miecz wbity w pogorzelisko, świetlisty – koniec wojny. Gniazdo na popiołach z jajkami oczekiwań a jednocześnie zwierciadło/ źródło nad którym stoimy.
Dusze zmarłych zaproszone do uczty – pożegnania.
Drugi „ustanowienie”: kobieta kapłanka wznosi hołd żywiołom, czarny wodospad krzywd i połączenie ze źródłem/bogiem
Czuję jakby mnie ten obraz wciągał.
Trzeci „sąd ostateczny” Bogini ferująca wyroki na czele ławy oskarżonych
Obrazy w prywatnych kolekcjach