Matka
To była najgłębsza w moich ran – kobiecość skrzywdzona przez najbliższą kobietę. Rana długo nieuświadomiona, później wypierana. Uwalniałam się odkrywając ból w sobie i nakładając go wieloma warstwami na płótno.
Praca z ustanowieniem w linii rodowej, z wybaczeniem, pozwoliła mi stanąć w na nogi i otrząsnąć się z krzywd. Ciało ukoiło się w łagodności. Malowałam w ciszy i nagości, a Konrad swoją mądrością uwiecznił proces. To dla mnie kamień milowy.
Z perspektywy czasu w wielkim zadziwieniu jestem, jak głęboko i na jak długo ukryłam tą ranę. Zdrada matki, przemoc, kłamstwa wyparłam tak mocno, że wierzyłam że mam najlepszą mamę na świecie – umysł tak bardzo chciał się mną zaopiekować.
Kiedy oczyściłam traumy związane z ojcem nadal jeszcze miałam przeświadczenie o jej dobroci… tylko czasami fakty się wykluczały.
Świadomość przyszła w mocny i trudny sposób – moją chorobą.
Moja matka w tym czasie śmiertelnie chorowała i dla jej spokoju zostawiłam tą ranę bez rozdrapywania rozmowami. Wybaczyłam. Dla siebie. Dla całego naszego Rodu.
Po oczyszczeniu moja choroba się wycofała, a ja w spokoju mogę o tym mówić jak o zdarzeniu historycznym.