Ojciec
żeby wierzyć, trzeba wiedzieć
żeby ufać, trzeba kochać
żeby wybaczyć, trzeba wejrzeć
Katarzyna Hojan
Rozpoczęłam moją drogę uwolnienia krzywd zapisanych w ciele, korzystając z autorskiej arteterapii. Dotknęłam w ciele najgłębszych ran, które w innych terapiach jedynie się zabliźniały po wierzchu, pod spodem jątrząc się ropą bólu istnienia.
Patrzysz na zdjęcia z procesu, kiedy oddałam moje ciało płótnu.
Co ty tu zobaczysz, to twoje – ludzie widują diabła i penisa – dla wielu to jednakie.
Moje dzieciństwo to czas cienia. Wyszłam z niego z napiętnowanym ciałem, zniszczoną psychiką i traumami. Wyszłam z piwnicy przerażeń i najpierw głęboko zakopałam te traumy by „normalnie” żyć – umysł w ten sposób się bronił.
Życie niosło mnie przez wiele bagien, z każdego zbierałam kwiaty wiedzy i doświadczania, wyczołgiwałam się o własnych siłach. Z czasem przyszła gotowość do uzdrowienia tego. Wówczas użyłam siły i mocy. Stanęłam w prawdzie.
Jak slajdy przypominały mi się zdarzenia z dzieciństwa, ciało pokazywało rany – wejrzałam głęboko w siebie. Uzdrawiałam wewnętrzną ranę wybaczając.
Skąd znalazłam siłę?
Mogłam wybrać gniew na oprawców, co skutkowało by agresją i chorobami, ale wybrałam wybaczenie – ono dało wolność.
Dziś wiem, że ci, którzy sieją gniew, zbierają spustoszenie, a ich gniazdo jest puste. To bardzo samotni ludzie. Obraz na który patrzysz to początek mojej drogi wybaczenia. Malowałam go w ciemności nocy. Bez oczu. Jedynie czując.
Czułam tak wiele, wypuszczałam emocje łzami. Zasnęłam na płótnie. I poczułam w tym jedność: ciało i dusza spokojnie mogły zasnąć na pogorzelisku ran.
Dla mnie to Dar.
Przyjęłam mojego ojca z łagodnością – przestał być dla mnie diabłem i penisem.
Obraz w prywatnej kolekcji