Obraz i proces Kreatywność

Obraz powstawał wieloetapowo w czasie i przestrzeni. Tworzyłam go z intencją by pracował na długo po zakończeniu terapii, rozsupłując blokady lękowe pojawiające się na osi czasu, wzmacniając wątek tytułowy w życiu tej kobiety.

Istotne tu było także to, że jej kreatywność była układana przez najbliższych niczym japoński ogród – wszystko pod kontrolą, akuratne i w granicach przyzwoitości. Kreatywność jest jak wulkan i do takiego stanu miałam intencję Ją doprowadzić.

Obraz powstawał, a Ona stawała się.

Nakładając kolejne warstwy na płótno, odkrywałam kolejne warstwy, za którymi kobieta się ukryła. Powolutku, delikatnie muskając, ugłaskiwałam wojnę i walkę o każdy dzień wolności w kreatywności. Ustabilizowałam jej połączenie z Duszą i nić wzmocniłam otwarcie na cud tworzenia.

Gdy oddawałam Jej obraz wiedziałam, że ich wspólna droga dopiero się zaczyna. Lubię być obserwatorem procesu jak się dokonuje.

Opowieść kobiety:

Jako artystka pracuje od lat. Poprzez dźwięk. Tekst i głos dotykam swojej duszy ale i moja dusza dotyka innych. W swojej drodze moje ciało jako instrument doznawało wielu zranień oraz urazów, które powodowały rożnego rodzaju blokady. Mój głos był niestabilny i bardzo często tracił swoją moc i mimo ze jego barwa czy skala nie pozostawiała wątpliwości to brakowało w nim i mnie samej sił do opowiadania historii tak jak je czułam. Praca w procesie uruchomiła we mnie procesy zdrowienia zarówno ciała jak i emocji. Uwolniła we mnie wiarę w sukces oraz hamowanie przez lek przed odrzuceniem naturalna potrzebę ekspresji. Bycia na scenie. Radości. Bycia w kontakcie z publicznością. Mój głos (nawet podczas przesileniowych infekcji) jest mocny. Stabilny. Nadal pełen melancholii i delikatności ale z ogniem mojego góralskiego pochodzenia. Słowa które przepływają w piosenkach, które pisze maja znaczenie. Proces tez pięknie wyrównał kobiece i męskie we mnie i w moim artystycznym otoczeniu. W trakcie pracy nad płyta obraz był w ustawieniu pracy wewnętrznej. Gdy materiał poleciał to studia niejako obraz sam poprosił o przekręcenie. Dosłownie spadł i jedyna forma powiedzenia go było „do góry nogami” i zaczęłam oddawać na zewnątrz efekt swojej pracy.

Obraz w prywatnej kolekcji